sobota, 26 marca 2016

Królowa Złodziei

Lola jest Królową. Jest też Złodziejką. Głównie ugotowanych kurczaków. Bo je lubi.
Kurczaki po ugotowaniu są gorące więc są chowane do szafki żeby wystygły, zanim Lola je dostanie (bo kurczaki są w sumie Loli). Królowa nie może się ich doczekać i zwykle podejmuje nieudane próby dostania się do szafki.
Wczoraj jej się udało.

Siedząc w pokoju usłyszałam dobiegający z kuchni miauk nawołujący. To taki miauk jakim kotka nawołuje swoje młode kiedy wraca z udanego polowania. Lola nie lubi pozostałych kotów, co nie przeszkadza jej nawoływać kiedy ma coś dobrego (może chce się pochwalić?).
W każdym razie nawoływała. Zaczęłam się zastanawiać co mogła "upolować". Miauki zbliżały się do pokoju i za moment już wiedziałam. Lola wmaszerowała z dumie uniesioną głową i ogonem, dźwigając w pyszczku sporą kurzą pierś. Za nią podążali zaciekawieni Nilpert i Hotei.
Zastanawiałam się czy Lola podzieli się łupem z chłopakami.

Nic z tego (czyli chyba jednak się chwali) - rozerwała pierś na sztuki i pożarła.
Więcej się tego wieczora nie odzywała - przypuszczalnie bolał ją brzuch z przeżarcia.

wtorek, 9 lutego 2016

Przemiana

Nilpert jest niesamowity.
Generalnie to kot o silnym instynkcie łowieckim więc w mieszkaniu chuligan. Jeśli się go nie "wybawi" znajdzie sobie ofiarę wśród domowników. Dlatego ma na pieńku z Lolą, z Hotei zaliczył ostatnio mocne starcie (nie wpłynęło jednak na ich przyjaźń), a Bunia go unika. Ja jestem "zasobem" (widocznie wartościowym), bo Nilpert mnie pilnuje. Pewnie dlatego, że jedyna budzę się, kiedy dotyka mnie nad ranem łapą w twarz, żeby mi pokazać jakie skarby przytargał mi do łóżka. Większość skarbów nadaje się do rzucania - czego Nilpert niezwłocznie wymaga.
Jednak dzisiaj mnie zaskoczył.
Bunia ma chore ucho, leczymy zakrapiając kroplami. Bunia przyjmuje to z niezadowoleniem, ale jak trzeba to trzeba, i już. Po tych torturach zasnęła sobie na fotelu, ale potem przeniosła się pod lampkę czyli do solarium. 

I wtedy przyszedł Nilpert. Delikatnie podszedł do Buni i dokładnie wylizał jej całą głowę łącznie z wyczyszczeniem chorego ucha. Buni chyba najpierw było przyjemnie, bo dalej spała, ale potem chyba ją coś zaniepokoiło, bo łypnęła nieco niespokojnym okiem.
Nilpert przestał, zawstydził się i poszedł spać do drapaka.
Mam nadzieję, że mu ta łagodność nie przejdzie.

sobota, 6 lutego 2016

Śniadania

- Lolu, nie możesz ciągle krzyczeć o jedzenie - powiedział Ony zagłuszany przez przeciągłe jęki "umierającej z głodu" Loli.
- Mooogggęęę... Daj mi jeeeść. Umieeeram. Niccc nie jaaadłam - jęczała jak, nie przymierzając, Jęcząca Marta.

- Przed kilkoma minutami skończyłaś śniadanie - przekonywał Ony krojąc chleb.
- Nie pamięeetam, jestem głooodna, daj mi mlekooo - wydawała przeciągłe dźwięki przy drzwiach lodówki.

- A masło może być?
- Może. Daj. - natychmiast przestała jęczeć i wpatrywała się w talerzyk z masłem.
- A może zdrowy jogurt prosto od Mućki? - zaproponował Ony.

- Nie. Masło.
- To może to masło ci szkodzi na pamięć i dlatego nie pamiętasz, że właśnie skończyłaś śniadanie - nie ustępował Ony.

- Chyba tobie - "odparowała Lola" - zapominasz, że najpierw jest śniadanie, potem drugie śniadanie, a potem trzecie śniadanie czyli kurczak. Daaaj mi kuuurczaka z szafki, jesteeeem głooodna.
- Założę jej Niebieską Kartę za maltretowanie domowników - mruknął Ony.
Lola natychmiast zamilkła.

środa, 11 listopada 2015

Nad ranem...


Śniło mi się, że anioły grają w kręgle. Ogromne kule toczyły się po torze z udeptanych chmur i powalały gigantyczne kręgle z lodu. Hałas był nieprzeciętny.
Do tego anioły zawzięcie dyskutowały.
- Nie tak, patałachu, zaraz ci pokażę jak to się robi. Weź się odsuń - denerwował się jeden anioł.

- Sam się odsuń. Co jest nie tak? Potoczyła się, potoczyła. Dobrze zrobiłem - bronił się drugi.
- Ale za słabo, za słabo. Jak włożysz łapę tak to zobacz co będzie. No mówiłem, odsuń się - to znowu ten pierwszy.
- Ja sam, ja sam spróbuję - nie poddawał się drugi.
Łapy, jakie łapy? - przemknęło mi przez śpiący mózg. I już wiedziałam.
Otworzyłam oczy, nad plastikowym torem z kulką w środku siedzieli Nilpert i Hotei. Ten pierwszy instruował drugiego jak należy pacnąć kulkę żeby poturlała się daleko i wróciła do łapy żeby można ją było pacnąć znowu. Trening trwał już widać od jakiegoś czasu, bo Hotei operował łapą już całkiem zmyślnie.
- Jak wam idzie, aniołki? - zapytałam zachrypniętym i zaspanym głosem.
Nilert odwrócił się do mnie z uśmiechem.
- Fajnie, że nie schowałaś toru. Mogłem tego patałacha trochę pouczyć.
- A wiesz, która jest godzina?
- Nie znam się na zegarku, jestem kotem. Ale skoro już masz otwarte oczy to możesz nam dać śniadanie, prawda? - zmrużył oczy.
Aniołeczki ;)

sobota, 5 września 2015

Joga z kotem


Od jakiegoś czasu myślę o tym żeby znaleźć czas na zajęcia jogi... i myślę...
Wczoraj też myślałam leżąc w wannie. Joga - myślałam leżąc z przymkniętymi oczami - może by mnie przestał boleć kręgosłup. Powinnam znaleźć czas.
Coś zaszurało w okolicach łazienkowych drzwi. Odwróciłam głowę. To Hotei przeciskał się przez wejście dla kotów. W końcu wszedł i położył się na dywaniku. Wróciłam do swoich rozmyślań. Po chwili zaćwierkał do mnie pytająco. Wyjrzałam i popatrzyłam na niego, zmrużył oczy, ja też. Pora wyłazić z kąpieli, woda stygnie - mruknęłam do siebie i sięgnęłam po ręcznik.
Hotei nieco się ożywił choć nie zamierzał ruszyć się ze swojego miejsca, a ja chciałam już wyjść z wanny. Opuściłam częściowo ręcznik żeby nie wychodzić bosą stopą wprost na zimną podłogę, Hotei popatrzył z zainteresowaniem i rozłożył się jeszcze bardziej na dywaniku mrucząc. Ostrożnie żeby nie nadepnąć kota postawiłam stopę na kawałku ręcznika. Hotei wstał i przeniósł się obok mojej stopy. Na dywaniku pozostał rozłożony imponujący koci ogon. Zaczęłam szukać miejsca na postawienie drugiej stopy, wydawało się, że znajdzie się coś po drugiej stronie kota gdzieś w zakolach ogona. Spróbowałam. W tym momencie kocur zaczął z zapałem lizać moją mokrą nogę. Łaskotało. Jeśli zacznę się śmiać stracę równowagę, wywalę się i poniosę śmierć na miejscu - pomyślałam gorączkowo - a może i zamorduję kota. Nie, nie, nie, myśl o czymś okropnym - przykazałam sobie. 

Udało mi się opanować choć łaskotanie kociego jęzora trwało nadal.
W końcu Hotei poruszył ogonem i zauważyłam kawałek dywanika, delikatnie postawiłam tam stopę. Kocisko zaczęło mnie obserwować. Zmrużyłam oczy, on też.

- Wynocha z łazienki - powiedziałam
- Pfff... - odpowiedział kpiąco i wyszedł.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Upały i lody



Najpierw było chłodno, a potem przyszedł upał - jak gdyby nie mogło być tak w sam raz.
Kotom zrobiło się bardzo gorąco, najlepszym miejscem w domu okazała się przestrzeń pod wanną (z nalaną zimną wodą). Najgorzej czuł się Hotei, dla którego były to pierwsze upały w życiu. Wystarczyło żeby trochę pobiegał, a zaczynał ziać i kładł się nieszczęśliwy na podłodze z nieco zdziwioną miną (chciałbym jeszcze pohasać, ale coś mi nie daje). Współczułam Wiedźkotom, że mają futro, ale oprócz włączenia wentylatora i misek z wodą i lodem niewiele mogłam pomóc. Nieco wytchnienia przynosił wieczór.
Właśnie wieczorem wyciągnęłam z zamrażalnika pudełko lodów i delektowałam się ich smakiem i chłodem półleżąc na kanapie. W pewnym momencie przyszedł Hotei. Wlazł mi na brzuch (co jest wyczynem, bo już od jakiegoś czasu się na rzeczonym brzuchu nie mieści) i zaczął się mościć. Ułożyłam się wygodniej. Zaległ. Był nieprawdopodobnie gorący.
- Hotei nie gorąco ci? - zapytałam nieco zdziwiona.

- Gorąco, nawet w uszy mi gorąco i w łapki też. Ale jak sobie tak poleżę to mi lepiej.
- Jak to, przecież ja jestem ciepła - tak na prawdę ledwie dychałam pod żywą futrzastą kołderką. 
- Ale jesteś mniej ciepła niż ja i mi lepiej - odparł zadowolony.
No fakt człowiek ma niższą temperaturę niż kot. Może coś w tym jest. 

W końcu Hotei nie wytrzymał.
- Co tam masz? - zapytał wąchając okolice pudełka z lodami.
- Lody. Prawie takie jak masz w misce z wodą - poinformowałam.
- Pachną inaczej - zauważył.
- Bo są z mlekiem i są do jedzenia.
- Spróbuję. Dawaj - wsadził nos do środka i polizał rozpuszczone lody językiem - Dobre, chcę jeszcze.
- Nie możesz, one są dla ciebie niezdrowe - zabrałam pudełko.
- Jak to niezdrowe. Są smaczne. - zdziwił się.
- Ale tam jest cukier i inne paskudztwa. A to szkodzi np. na zęby. Tobie też - stwierdziłam krótko.
- Czyli tobie też szkodzą, bo też masz zęby. A je jesz. Na pewno oszukujesz, bo chcesz je zjeść sama - oświadczył. Po czym chyba się obraził, bo machając dumnie uniesionym ogonem, pomaszerował położyć się w łazience.

niedziela, 12 lipca 2015

Kolana

Dzisiaj była taka leniwa niedziela. Tzn była niedziela i była leniwa raczej dla Wiedźkotów, bo moja głowa oraz palce pracowały niezmordowanie. Natomiast kolana były niemal wolne (nie licząc leżącego na nich laptopa). Pierwszy przyszedł Hotei.
- Mogę się położyć? - zagaił
- Zawsze możesz, a gdzie konkretnie? - zapytałam, nieustająco patrząc w ekran lapka.
- No tutaj, gdzieś - odparł wymijająco.
- Dawaj - mruknęłam.
To się wpakował. W niewielką przestrzeń moich nóg i oczywiście natychmiast zaczął się wiercić, i układać, bo miał za mało miejsca.
- Mogłabyś to zabrać? - zapytał układając zadek na klawiaturze laptopa - Niewygodnie mi.
- Ale ja pracuję.
- Nie pracujesz tylko naciskasz te kwadraciki. Dobrze, że przynajmniej czasem coś tu miga to mogę popatrzeć. Już przestań, chciałbym się położyć.
Odłożyłam laptopa na stół i ułożyłam nogi tak żeby Hotei mógł się wygodnie usadowić. Wytrzymał pięć minut. Przeleciała mucha więc Hotek poleciał za nią na balkon.
- O, wolne - ucieszyła się Lola, która zmaterializowała się nie wiadomo skąd.
- Nie, zajęte. Pracuję. - właśnie sięgałam po laptopa.
- Przestań, zrób kolana - zaczęła ugniatać mój brzuch - wiesz, chyba mam dredzika za uchem, mogłabyś rozczesać?
Po dredziku za uchem, był nieuczesany brzuszek i boczki. Ale w końcu kiedy dotarłam w okolice portek, znudziło jej się, ugryzła mnie, i poszła do kuchni coś zjeść.
Przyszła kolej na Nilperta.
- Fajnie, że dzisiaj tak siedzisz, mogę? - zapytał
- Chodź - laptop wszedł w stan hibernacji więc już mi było wszystko jedno.
Wlazł mi na kolana, pokręcił się, pougniatał i w końcu wywalił brzuch do góry. Podrapałam go czule pod brodą i między przednimi łapami. Rozmruczał się i rozanielił - zamarł w bezruchu. Na trzy minuty. Nagle ni z tego nie z owego zerwał się i pogalopował na balkon - jak się okazało przyleciała sroka ponaśmiewać się z kotów, a ta obraza wymaga obecności całego towarzystwa na balkonie.
Prawie całego... z małego pokoju wyjrzała Bunia.
- O, wolne...
Leniwa niedziela.

sobota, 30 maja 2015

Hrabini


Lola jest Hrabinią i już. Od kiedy do nas przybyła zawsze jej coś nie pasowało: a to żwirek kłuje w łapy, a to Nilpert ją zaczepia, a to jedzenie nie takie, bo ona nie jada surowego mięsa. Po prostu Hrabini.
Hotei też jej nie pasuje.
- Musiałaś przywozić tego... tego... tego małego ktosia? - zapytała leżąc na najwyższej półce drapaka. Imię Hotei nie przeszłoby jej przez gardło.

- Nie marudź, chciałam i już - ucięłam.
- Nie lubię go. On mi ciebie zabiera - marudziła.
- Nie zabiera. Mam dla ciebie czas i dla Buni, i dla Nilperta. Dla Hotei też mam. Zawsze możesz przyjść do mnie poleżeć, a ja pomiziam cię i przytulę tak jak lubisz.
- Nie mogę, bo on tam siedzi.
- Gdzie? 
- Niedaleko.
- Lalinko, zlituj się, Hotei jest w przedpokoju.
- No właśnie, niedaleko - nie ustawała w narzekaniu.

- A może byś się z nim pobawiła? Ty lubisz biegać i on też. Może zabawa w berka by ci się spodobała.
- Ja? Z nim? W życiu! - ostentacyjnie odwróciła się do mnie plecami, a jej ogon drgał z oburzenia.
- Lolu, ale biegając możesz zawsze być daleko od niego - chwyciłam się ostatniej deski ratunku.
Odwróciła głowę w moją stronę, jej spojrzenie było pełne politowania. Zamilkłam.

Po jakimś czasie usłyszałam ostrzegawcze wycie Loli - bawiła się w berka z Hotei na wszelki wypadek wyjąc żeby nie stracić twarzy.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Nowy


Jest u nas od pierwszego dnia Wiosny - ma na imię Hotei.
Długą drogę do naszego domu zniósł spokojnie, głównie śpiąc. W domu, z którego pochodzi otaczało go wiele kotów, raczej przyjaźnie usposobionych.
Bałam się reakcji na niego Wiedźkotów - to ich dom, mają swoje lata, mogli nie życzyć sobie malucha na swoim terenie. Czajenie się na siebie nie trwało długo, bo malutki wyszedł z założenia, że kot to kot, a koty są przyjazne i kiedy podsunie im się pod nos czoło to będą lizać.

Nie lizali - zrobili oczy jak spodki i uciekli. Maluch miał minę jakby miał się rozpłakać (choć to niemal niemożliwe). Oczy pełne zupełnego zaskoczenia, niezrozumienia sytuacji i rozpaczy patrzyły na mnie.
Wzięłam go na ręce i pogłaskałam po czółku, i za uszami - rozmruczał się.
- Nie przejmuj się - pocieszałam go - oni muszą mieć czas żeby cię polubić.
- Co to czas? - zapytał
- Czas to dzień, noc, dzień, noc i znowu dzień. I tak dalej, i dalej. Jasno, ciemno, ciepło, zimno. Zobaczysz jak płynie.
Postawiłam Hotei na podłodze, zaczął bawić się zabawką, która przyjechała razem z nim.
Przyszedł Nilpert.
- O, to można się z nim bawić? - zdziwił się nieco.
- Pewnie, że można, ale proszę o ostrożność, bo on jest malutki - zaznaczyłam.
- No. Widzę. - powiedział z przekąsem - Ty Duża musisz zmienić okulary, on za miesiąc będzie mojej wielkości, ale rozumiem, że ci się instynkt macierzyński włączył.
Po czym zagaił do Hotei.
- Choć mały, pobawimy się i zabijemy trochę czasu - zmrużył oczy i energicznie poruszył ogonem.
Maluch popatrzył na mnie przerażony.
- To co będzie jak my go zabijemy?
- Nie zabije się całkiem - uśmiechnęłam się - idź się bawić.
Pobiegli wspólnie ganiać się w tunelu.

poniedziałek, 2 marca 2015

Grypa


Dopadła bez uprzedzenia. Gorączka, potworny ból głowy i wszystkich stawów, mięśni... bolały mnie chyba nawet włosy. Leki nie bardzo działały - leżałam i czekałam na śmierć. Jakoś nie nadchodziła. Za to przyszła Lola.
- O jaka fajna ciepła jesteś. Tak jakoś lepiej grzejesz. Weź się ułóż to sobie na tobie poleżę - zażądała.
Posłusznie ułożyłam się tak żeby było miejsce na kota. Wlazła. Pomościła się chwilę, co było dla mnie udręką, bo ona mnie ugniatała, a mnie wszystko bolało, ale w końcu ułożyła się wygodnie. Choć oczywiście musiałam podtrzymywać jej grzbiet żeby się nie zsunęła.
Mrużąc oczy zaczęła mruczeć. Mruczała, mruczała, mruczała... a mnie ogarniała coraz większa senność. Zasnęłyśmy. Przez sen poczułam, że Lola delikatnie zeszła ze mnie i gdzieś poszła. Odwróciłam się na bok. Nie na długo...
- Słyszałem, że nieźle grzejesz - zagaił Nilpert wąchając mnie w nos - położyłbym się.

Posłusznie się odwróciłam. Nie mruczał tak głośno jak Lola, ale sen nadszedł znowu.
W nocy przyszła Bunia i tradycyjnie, nie pytając o zdanie wylizała mi czoło i trochę włosów.
Grypa minęła.