sobota, 30 maja 2015

Hrabini


Lola jest Hrabinią i już. Od kiedy do nas przybyła zawsze jej coś nie pasowało: a to żwirek kłuje w łapy, a to Nilpert ją zaczepia, a to jedzenie nie takie, bo ona nie jada surowego mięsa. Po prostu Hrabini.
Hotei też jej nie pasuje.
- Musiałaś przywozić tego... tego... tego małego ktosia? - zapytała leżąc na najwyższej półce drapaka. Imię Hotei nie przeszłoby jej przez gardło.

- Nie marudź, chciałam i już - ucięłam.
- Nie lubię go. On mi ciebie zabiera - marudziła.
- Nie zabiera. Mam dla ciebie czas i dla Buni, i dla Nilperta. Dla Hotei też mam. Zawsze możesz przyjść do mnie poleżeć, a ja pomiziam cię i przytulę tak jak lubisz.
- Nie mogę, bo on tam siedzi.
- Gdzie? 
- Niedaleko.
- Lalinko, zlituj się, Hotei jest w przedpokoju.
- No właśnie, niedaleko - nie ustawała w narzekaniu.

- A może byś się z nim pobawiła? Ty lubisz biegać i on też. Może zabawa w berka by ci się spodobała.
- Ja? Z nim? W życiu! - ostentacyjnie odwróciła się do mnie plecami, a jej ogon drgał z oburzenia.
- Lolu, ale biegając możesz zawsze być daleko od niego - chwyciłam się ostatniej deski ratunku.
Odwróciła głowę w moją stronę, jej spojrzenie było pełne politowania. Zamilkłam.

Po jakimś czasie usłyszałam ostrzegawcze wycie Loli - bawiła się w berka z Hotei na wszelki wypadek wyjąc żeby nie stracić twarzy.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Nowy


Jest u nas od pierwszego dnia Wiosny - ma na imię Hotei.
Długą drogę do naszego domu zniósł spokojnie, głównie śpiąc. W domu, z którego pochodzi otaczało go wiele kotów, raczej przyjaźnie usposobionych.
Bałam się reakcji na niego Wiedźkotów - to ich dom, mają swoje lata, mogli nie życzyć sobie malucha na swoim terenie. Czajenie się na siebie nie trwało długo, bo malutki wyszedł z założenia, że kot to kot, a koty są przyjazne i kiedy podsunie im się pod nos czoło to będą lizać.

Nie lizali - zrobili oczy jak spodki i uciekli. Maluch miał minę jakby miał się rozpłakać (choć to niemal niemożliwe). Oczy pełne zupełnego zaskoczenia, niezrozumienia sytuacji i rozpaczy patrzyły na mnie.
Wzięłam go na ręce i pogłaskałam po czółku, i za uszami - rozmruczał się.
- Nie przejmuj się - pocieszałam go - oni muszą mieć czas żeby cię polubić.
- Co to czas? - zapytał
- Czas to dzień, noc, dzień, noc i znowu dzień. I tak dalej, i dalej. Jasno, ciemno, ciepło, zimno. Zobaczysz jak płynie.
Postawiłam Hotei na podłodze, zaczął bawić się zabawką, która przyjechała razem z nim.
Przyszedł Nilpert.
- O, to można się z nim bawić? - zdziwił się nieco.
- Pewnie, że można, ale proszę o ostrożność, bo on jest malutki - zaznaczyłam.
- No. Widzę. - powiedział z przekąsem - Ty Duża musisz zmienić okulary, on za miesiąc będzie mojej wielkości, ale rozumiem, że ci się instynkt macierzyński włączył.
Po czym zagaił do Hotei.
- Choć mały, pobawimy się i zabijemy trochę czasu - zmrużył oczy i energicznie poruszył ogonem.
Maluch popatrzył na mnie przerażony.
- To co będzie jak my go zabijemy?
- Nie zabije się całkiem - uśmiechnęłam się - idź się bawić.
Pobiegli wspólnie ganiać się w tunelu.

poniedziałek, 2 marca 2015

Grypa


Dopadła bez uprzedzenia. Gorączka, potworny ból głowy i wszystkich stawów, mięśni... bolały mnie chyba nawet włosy. Leki nie bardzo działały - leżałam i czekałam na śmierć. Jakoś nie nadchodziła. Za to przyszła Lola.
- O jaka fajna ciepła jesteś. Tak jakoś lepiej grzejesz. Weź się ułóż to sobie na tobie poleżę - zażądała.
Posłusznie ułożyłam się tak żeby było miejsce na kota. Wlazła. Pomościła się chwilę, co było dla mnie udręką, bo ona mnie ugniatała, a mnie wszystko bolało, ale w końcu ułożyła się wygodnie. Choć oczywiście musiałam podtrzymywać jej grzbiet żeby się nie zsunęła.
Mrużąc oczy zaczęła mruczeć. Mruczała, mruczała, mruczała... a mnie ogarniała coraz większa senność. Zasnęłyśmy. Przez sen poczułam, że Lola delikatnie zeszła ze mnie i gdzieś poszła. Odwróciłam się na bok. Nie na długo...
- Słyszałem, że nieźle grzejesz - zagaił Nilpert wąchając mnie w nos - położyłbym się.

Posłusznie się odwróciłam. Nie mruczał tak głośno jak Lola, ale sen nadszedł znowu.
W nocy przyszła Bunia i tradycyjnie, nie pytając o zdanie wylizała mi czoło i trochę włosów.
Grypa minęła.

piątek, 13 lutego 2015

Samotność


W zakoconym domu człowiek nigdy nie jest samotny. Choć czasem są takie chwile, że chce. Chowa się w najciemniejszą ciemność, wydaje mu się, że znalazł najbardziej samotny kącik w całej przestrzeni, zaszywa się tam by wypłakać się spokojnie i zasnąć.
- Co robisz? - rozlega się nagle z tego najciemniejszego kąta i najciemniejszy kąt mówi głosem Nilperta.
- Rozpaczam - odchlipałam kątowi - muszę pobyć sama żeby przemyśleć różne rzeczy.
- Ale ja tu jestem więc nie jesteś sama - rozległo się z ciemności.
- Ja też tu jestem - ciemność zyskała drugi głos, tym razem Loli.
- A ja też mogę tu posiedzieć? - zapytała Bunia z mniejszej ciemności.
- Ale ja bym chciała sama... - opierałam się słabo i chlipiąco.
- Po co? Ty sobie myśl, a my cię popilnujemy. Poza tym jak myślisz to się nie ruszasz i można się na tobie położyć. Zrób płasko nogi, bo mi niewygodnie - odezwała się Lola moszcząc się na moich nogach.
- A jak już chwilkę porozpaczasz to rzucisz mi farfocla? - zapytał Nilpert z nadzieją, bo rzucanie farfocla mogłoby trwać dla niego cały dzień.
- Chyba jednak pójdę spać - odparłam smętnie, bo moja rozpacz gdzieś zaczęła odpływać wobec żądań Wiedźkotów.
- O, to świetnie - odezwała się Bunia - będę mogła wylizać ci włosy na głowie.
Żegnaj smutku, rozpaczy i samotności - koty czuwają.

piątek, 16 stycznia 2015

Zamieszanie


Nastąpił kataklizm, no, może zamieszanie albo po prostu zmiana.
Zadzwoniła miła pani, że będą nam wymieniać okna - najlepiej teraz, już.
Pierwszą moją myślą było - "o matko, koty tego nie zniosą".
Jakoś odgruzowaliśmy z Onym okolice okien, przesuwając to i owo, składając, upychając gdzie się da sprzęty podokienne. Na wszelki wypadek okryliśmy wszystko ogromnymi foliami. Z lekka zaniepokojone koty obserwowały, chodziły na ugiętych łapach i badały wyciągniętymi nosami.

Następnego ranka przyszli panowie z narzędziami (i oknami). Przywitali się, zakomunikowali, że oni wiedzą, że ja idę do pracy więc trzeba szybko i że coś ze zwierzętami. Odparłam grzecznie, że może tak najpierw wymienić w jednym pokoju to ja zamknę tam koty żeby nic im się nie stało. Panowie kiwnęli głowami i wzięli się do pracy.
Nilpert natychmiast się zdematerialozował (i zmaterializował, głównie w postaci oczu, pod wanną). Lola na wszelki wypadek trzymała się blisko mnie i obserwowała rozwój sytuacji z daleka, a Bunia... a Bunia zaczęła proces socjalizacji panów. Najpierw schowała się pod folię i stamtąd obserwowała co robią, potem zaczęła cichutko podchodzić i obwąchiwać skrzynki z narzędziami i wiaderka. Niemal w błogostan wpadła kiedy pan włączył jakieś urządzenie do cięcia.
Zaglądała wszędzie - prawdziwy kierownik robót.
W końcu i Lola znalazła świetny punkt obserwacyjny intruzów, na drapaku przykrytym folią, a Nilpert nieśmiało wyglądał od czasu do czasu przez dziurę w drzwiach łazienki.
Przeprowadziłam jeszcze akcję pt. "To nic, że brzęczy, koty mogą dostać przysmak zawsze" - co ośmieliło futrzastą ekipę jeszcze bardziej.

Następnego dnia - pan kończący prace przy wymianie okien był już najlepszym kumplem kotów. Leżały opodal lub bawiły się pod folią i to co robił człowiek zupełnie im nie przeszkadzało.
Niezłym pomysłem jest też chyba przestawienie drapaka w nieco inne miejsce - Lola i Nilpert zaakceptowali zmianę.


Oczywiście, folia dalej leży - niech koty coś mają z tego zamieszania.

czwartek, 8 stycznia 2015

Rozmowa...


Nie pisałam o tym... w naszym domu mieszkał jeszcze jeden kot. To Biała Pani. Zauważyłam ją kiedyś kątem oka siedzącą na najwyższej półce pod samym sufitem. Była prawie niewidoczna, jakby przejrzysta, choć wiedziałam, że ma białą, skrzącą sierść i niesamowicie zielono-błękitne oczy. Siedziała nieruchomo niczym alabastrowy starożytny posążek i patrzyła w dół. Z czasem stała się bardziej widoczna, ale tylko dla tych, którzy chcieli ją widzieć. Pewnej nocy stwierdziłam:
- Niedługo go zabierzesz.
- Nie zabiorę, dwunoga istoto. On po prostu ze mną odejdzie. Wszystkie moje dzieci wracają do mnie. Przychodzę po nie, by nie wracały samotnie i żeby łatwiej im było przedostać się na Tamtą Stronę.
- Nie widziałam cię kiedy umierała Miłka.
- Dwunogi mało widzą - odparła uśmiechając się lekko - czasem ich młode widzą i czują, ale potem to tracą. A szkoda. Byłam, odeszła ze mną spokojna.
W zamyśleniu zaczęła pielęgnować swoją sierść. Nie odzywałam się obserwując tą pozornie zwykłą czynność, w której było tyle piękna i elegancji.
- Ile mam jeszcze czasu? - spytałam w końcu.
- Niewiele. Jego serce jest już bardzo chore i słabe. Może zechcieć odejść w każdej chwili. Nie ma już sił choć jest bardzo do ciebie przywiązany. U mnie znowu będzie brykającym, radosnym kotem - wiesz, że powrót na Tamtą Stronę jest najlepszy dla niego.
- Wiem, ale to tak bardzo boli - odparłam łykając łzy.
- On też teraz cierpi, jest chory, a do tego odczuwa twoje emocje. Ciężko mu. Pozwól mu odejść.
- Masz rację. Kiedy przyjdzie czas, proszę, przeprowadź go bezpiecznie na Tamtą Stronę - wyszeptałam prośbę do Białej Pani.
Zamknęłam oczy, łzy spływały mi po policzkach.
W pewnej chwili poczułam delikatne dotknięcie kociej łapy na czole i cichutki głos w mojej głowie - "Śpij, dziecko..."

Do zobaczenia, Thorciku.
Thor (7.02.2010-1.01.2015)


niedziela, 21 grudnia 2014

Odkurzacz


Wiedźnotka napisana na konkurs :)

Dostałam powiadomienie o konkursie. Natychmiast przekazałam informację Wiedźkotom.
- Bierzemy udział? – spytałam.
- A co dają? – zapytał Nilpert wchodząc do pokoju z farfoclem w paszczy.
- Odkurzacz – rzuciłam zza laptopa.
Nastała cisza. Rozejrzałam się – oprócz kilku opadających kłaczków, po Nilpercie nie było śladu. Za to ustało chrapanie pod biurkiem.
- Odkurzacz? – zamruczała Bunia – taki całkiem nowiutki i bzyczący?
- Tak – potwierdziłam – i wciągający waszą sierść.
- To ja bym chciała. Bym sobie obok niego siedziała i słuchała jak on bzyczy. I czasem mogłabyś mi odkurzyć boczki, ale tylko tak wiesz, wolniutko.
- Owszem mogłabym. To my chcemy odkurzacz czy nie?
- Chcemy – odezwała się Lola z wysokości drapaka – stary jest już do niczego, zobacz ile sierści się wala. Zupełnie nie wiem kto tak gubi sierść?
- Lolu, nie chcę nic mówić, ale to ty masz najwięcej do gubienia – zauważyłam.
- To są oszczerstwa – obraziła się Lola, zeskoczyła z drapaka i gubiąc sierść poszła zajadać stres do kuchni.
- A ty Thorciku, co powiesz na temat odkurzacza?
- Nie przepadam za odkurzaniem, ale po odkurzaniu na dywanie i meblach bardzo przyjemnie się leży, jest tak… świeżo. No i przez jakiś czas nie ma Nilperta, który robi na mnie napadki więc odkurzacz mógłby być moim… tym… Mieczem Demoklesa.
O matko – pomyślałam – gdzie on to wyczytał.

sobota, 11 października 2014

Instynkty


- Rzuć mi farfocla, rzuć mi farfocla - dobiegło mnie spod biurka. Nie musiałam spoglądać, wiedziałam, że to Nilpert - kot typu terier, nieustający z pogoni za czymś, niestrudzenie aportujący farfocle (czyli kawałki grubej, dzianinowej włóczki).
- Teraz nie mogę - odparłam skupiona na łączeniu elementów bransoletki.
Pod biurkiem umilkło.
Minęło może pół minuty.
- Rzuć mi farfocla, rzuć mi farfocla - dobiegło znów spod biurka.
- Nilpercie za chwilę, muszę przytrzymać żeby się skleiło. 

- No tak, ty już o nas nie dbasz - dobiegło z poziomu podłogi - mamy niezaspokojone instynkty, możemy stać się agresywni.
- A które konkretnie instynkty masz niezaspokojone - zapytałam żeby zyskać na czasie i gorączkowo myślałam, do których moich notatek się tym razem dobrali.
- Feras fofiecki - dobiegło z dołu z paszczy zajętej farfoclem.
Wiedziałam już, że rzucanie farfocli mnie nie ominie, bo koty, które mają zaspokojone różnorakie instynkty to podstawa domowego szczęścia.

czwartek, 11 września 2014

Okolice biurka


Huśtawka thorowego zdrowia trwa. Są momenty lepsze, ale coraz więcej jest tych trudnych kiedy z bezsilnością patrzę jak Thorowi ciężko, kiedy wyniki są kiepskie, kiedy trzeba wybierać mniejsze zło żeby postawić go na łapy. I staramy się mu pomóc, i ja, i wszyscy lekarze ogromnie zaangażowani w pomoc Thorowi.
- Znowu się dołujesz - na podłodze przy moim biurku usiadła Bunia i zaczęła głośno wylizywać futro - znowu piszesz o Thorze.
- Mhm - mruknęłam, bo miałam ściśnięte gardło.
- A może byś się zajęła mną? - zapytała unosząc rudą buzię do góry.
- Chcesz na kolana? - zapytałam.
- Nie - przysiadła się nieco bliżej.
- A co byś chciała?
- Sama nie wiem - polizała łapę.
- A na biurko chcesz?
- Dobra, podsadź mnie, bo mnie nóżki bolą.
Podniosłam nasze rude szczęście i postawiłam na biurku.
- Pobędziesz tu - zapytałam - pójdę sobie zrobić herbatę.
- Idź. Zobaczę co tam gryzmolisz.
- Tylko nie dopisuj - zakrzyknęłam z kuchni.
Kiedy wróciłam, Bunia leżała spakowana w zgrabny tłumoczek na klawiaturze laptopa.
- I co teraz? - uniosłam brwi.
- Mam katar, a tu jest ciepło - odparła.
- Mogę ci wytrzeć nos, a za laptopem jest cieplej.
- No tak, ale jak tu posiedzę to będziesz mogła na mnie patrzeć.
- To leż, a ja pokontempluję twą urodę.
Przymknęła oczy i zaczęła głośno mruczeć.

środa, 23 lipca 2014

Popołudnie



Zmęczona walką o zdrowie Thora i Buni uwielbiam krótkie momenty kiedy jest względna stabilizacja przed kolejnym kryzysem. To takie momenty kiedy wieczorem Thor czuje się na tyle dobrze, że przychodzi do mnie do łóżka, połazi i zaczyna udeptywać. Za to rankiem mogę się spodziewać wpatrujących się we mnie oczysk i wznoszącego się mmhriii na powitanie. Bunia natomiast kiedy lepiej się czuje chce się bawić, pożera wszystko co jest w zasięgu pyszczka i zaczepia mnie łapą kiedy ją najdzie ochota na zabawy. Jeśli takie dni nadchodzą cieszę się po cichu i chciałabym żeby potrwały jak najdłużej.
Kiedy to pisałam przyszła Lola.

- Znowu się dołujesz - zawyrokowała wąchając mój łokieć - i gdzieś się szwendałaś gdzie są inne koty.
- Obie prawdy - uśmiechnęłam się - dołuję się i szwendam.
- Gdzie chodzisz? - Lola ułożyła się wygodnie wzdłuż moich ud - pachniesz małymi kotami.
- Opiekuję się kocią rodziną - odparłam - jest Kotka, Kocur, Mała kotka i Mały Kocur.
- My ci nie wystarczamy? - trochę się jakby obraziła.
- Oj Lolu, to nie tak - starałam się ją ułagodzić - opiekuję się nimi, bo ich Duzi wyjechali na chwilę.
- Czy ci Duzi będą tu przychodzić kiedy ty i Ony gdzieś znikniecie? - zapytała nieco zaniepokojona, choć akurat Lola lubi gości jednak chyba wtedy kiedy i my jesteśmy.
- Nie Lalinko, ja się nigdzie nie wybieram - pogłaskałam ją, a ona z głośnym mrukiem wywaliła mi brzuchol do głaskania.
- To dobrze - wymruczała - lubię kiedy wszyscy są w domu.